piątek, 22 września 2017

Fasolka szparagowa z korzennymi przyprawami i serkiem labneh



Fasolka szparagowa należy do moich ulubionych warzyw. Przez całe lato jem ją prawie codziennie. Kiedy mam dostęp do cienkiej, francuskiej odmiany, kupuję jej duże ilości, żeby zamrozić na zimę. Taka klasyczna wersja jaką podawała nam moja mama (z masłem i ze zrumienioną bułką tartą) jest pyszna i nic jej nie zastąpi, ale też szukam innych możliwości jej przyrządzania.

Dzisiaj zapraszam Was na wersję, która może stanowić samodzielne lekkie danie. Pomidory, korzenne przyprawy i czosnek tworzą świetną kompozycję z fasolką szparagową. A to połączenie z chrupkimi orzechami, aromatyczną kolendrą, zimnym, gładkim serkiem labneh i pikantną oliwą jest wręcz doskonałe.
To kolejne danie (wytrawne) do którego używam cynamonu. I coraz bardziej mi się to podoba ;-)

Serek labneh robi się niesamowicie prosto. Potrzeba tylko zamieszania, gazy i kilku godzin w lodówce. Ten serek to idealny dodatek do wielu rzeczy (ale o tym innym razem).

Przepis na serek labneh znajdziecie TUTAJ. Jedną rzecz trzeba zmienić w tamtym przepisie. Zrezygnować z większości cukru (wystarczy 1 mała łyżeczka). Tamta wersja najlepiej pasuje do owoców, a w przepisie na fasolkę potrzeby jest bardziej wytrawny serek labneh. Technika robienia w obu wersjach jest taka sama.



 Fasolka szparagowa z korzennymi przyprawami i serkiem labneh

oliwa z oliwek
1/2 dużej główki czosnku
400 g fasolki szparagowej (użyłam francuskiej, cienkiej odmiany)
2 łyżeczki mielonego kuminu
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczka mielonej kurkumy
400 g pomidorów pokrojonych w 2-3 cm kawałki
1 puszka (400 g) siekanych pomidorów w sosie własnym
1 czubata łyżeczka cukru
sól i świeżo mielony pieprz do smaku

do podania
200 g serka labneh*
2 garście niesolonych orzeszków ziemnych uprażonych na suchej patelni
1 łyżka pasty harissa wymieszana z 2-3 łyżkami oliwy**
posiekane listki kolendry

* przepis na serek labneh w linku znajdującym się na początku posta
** można ewentualnie użyć gotowej sypkiej przyprawy harissa firmy Kotanyi

Na dość dużej patelni podgrzać oliwę (3-4 łyżki). Dodać czosnek pokrojony w plasterki i podgrzewać, aż się zezłoci. Dodać fasolkę i smażyć ją mieszając przez 4-5  minut. Fasolka powinna nabrać intensywnego zielonego koloru delikatnie zmięknąć. Zwiększyć ogień i dodać pokrojone, świeże pomidory, kumin, kurkumę i cynamon. Wymieszać i dodać pomidory z puszki, cukier, sól i pieprz. Wymieszać, zmniejszyć ogień i dusić pod przykryciem przez 20 minut. Od czasu do czasu mieszać całość. Pod koniec duszenia zdjąć pokrywkę, żeby umożliwić częściowe odparowanie sosu. Jeżeli trzeba jeszcze dosolić potrawę.

Podawać na ciepło. Wierzch obłożyć porcjami serka labneh, posypać orzeszkami ziemnymi i kolendrą i polać całość oliwą wymieszaną z harissą. 

SEREK LABNEH

Przepis Sabrina Ghayour z książki "Feasts".

środa, 20 września 2017

Paryskie wspomnienia i financier orzechowo kawowe z palonym masłem


Paryż, to miasto, którego chyba nigdy nie będę miała dość. Byłam tam już wielokrotnie, ale za każdym razem odkrywam w nim coś nowego. I zawsze, kiedy z niego wyjeżdżam, planuję szybki powrót. 

Pierwszy dzień w Paryżu był trochę szalony. Rano po śniadaniu (chyba tylko we Francji zajadam się rano bagietką z masłem i dżemem truskawkowym i piję kawę z miseczki) wyruszyliśmy z małego miasteczka w Szampanii w kierunku Paryża. Autostrada z szybko zmieniającym się za oknem monotonnym krajobrazem, korek na obwodnicy miasta, znalezienie wynajętego mieszkania w starej kamienicy i klucza pod wycieraczką, wypakowanie bagaży i trzeba było już pędzić dalej na dworzec kolejowy. Tgv do Londynu dla mojego męża, a Paryż dla mnie. Pożegnanie na pięknym, starym dworcu i trzy dni osobno, każdy po innej stronie kanału. Niby daleko, ale tylko 3 godziny jazdy pociągiem (baaardzo szybkim pociągiem;-)).

I nagle trzeba się zatrzymać. Przestać pędzić, siąść w kawiarni, zamówić (po francusku ;-)) kieliszek wina i zatrzymać tę chwilę w sobie. Poczuć Paryż, wschłuchać się w rozmowy przy sąsiednim stoliku (nieważne czy coś rozumiemy czy nie, istotne jest słyszeć wokół siebie język francuski) i patrzeć na zmieniający się obraz przed sobą. Jeszcze parę lat temu pewnie pędziłabym po uliczkach, żebu zobaczyć jak najwięcej, teraz wolę siąść i chłonąć otaczający mnie świat. Przyglądać się ludziom, słuchać rozmów, delektować się zamówioną sałatą i przeglądać wcześniej kupioną gazetę. A potem spokojnie ruszyć przed siebie, bez żadnego planu, z otwartą głową na to co spotykam po drodze, ciesząc się z otaczającego mnie miasta.

Trzy dni w pojedynkę minęły błyskawicznie i nadeszły kolejne dni w Paryżu już razem. Zupełnie inne. Z piknikami na trawie, z kolacjami w restauracyjkach z dala od turystycznych szlaków, z porannymi zakupami w piekarniach i czasem na wspólne rozmowy.

W drodze powrotnej też zrobiliśmy sobie piknik. Z krewetkami i bagietką rano kupionymi, normandzkim serem, konfiturą figową i migdałowymi małymi ciasteczkami financier. Lubię te małe słodkości, bo są pyszne, proste do zrobienia, aromatyczne, wilgotne i... można wykorzystać białka jajek (które często zostają mi po innych wypiekach).

Dzisiejsze financier mają w sobie palone masło, które nadaje im niesamowitego orzechowo karmelowego smaku, kawę i prażone orzechy włoskie. Wierzch pokrywa kawowy lukier, ale szczerze mówiąc uważam, że jest on zbędny. Wolę zdecydowanie te ciasteczka w ich nagiej formie. Schowane do puszki, będą dobre i po 3 dniach. 

Klasyczne financier mają kształt dość płaskich sztabek złota, moje przypominają bardziej małe cegiełki ;-) Można je upiec również w formie do muffinów. 
Forma nie jest, aż tak ważna (jeżeli nie macie ortodoksyjnego podejścia do wypieków), najważniejszy jest ich cudowny smak.

Na blogu znajdziecie też inne przepisy na financier 





 Financier orzechowo kawowe z palonym masłem

80 g orzechów włoskich
120 g masła + masło do posmarowania foremek
220 g cukru pudru
90 g mąki pszennej tortowej + mąka do obsypania foremek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
80 g mielonych migdałów
230 g białek (białka z około 6 dużych jajek)
1 łyżka kawy rozpuszczalnej wymieszanej z 70 ml gorącej wody
1 1/2 łyżeczki mielonej kawy

połówki orzechów włoskich do przybrania wierzchu

lukier
250 g cukru pudru
2 1/2 łyżeczki  kawy rozpuszczalnej
50 ml gorącego mleka
15 g płynnej glukozy (można zastąpić miodem o neutralnym smaku)

Nagrzać piekarnik do 170 stopni C. Na blachę wyłożyć orzechy, wstawić je do piekarnika i prażyć przez 10 minut. Wyjąć i wysypać na deskę do przestudzenia, a następnie posiekać na 1/2 cm kawałki. 

W rondelku rozpuścić masło. Zmniejszyć płomień do minimum i podgrzewać, aż masło nabierze bursztynowego koloru i zacznie pachnieć orzechami i karmelem. Zestawić z kuchenki i odstawić na 5 minut, żeby przypieczony osad opadł na dno. Masło przecedzić przez sitko i odstawić do lekkiego przestudzenia. Masło, które będzie dodawane do ciasta ma być lekko ciepłe. Nie może być gorące, bo zaparzy białka jajek, ani całkowicie wystudzone, bo będzie ciężko połączyć je z ciastem.

W misce wymieszać cukier puder, mąkę, proszek do pieczenia, mielone migdały i sól. W drugiej misce lekko ubić jajka. Nie mają być ubite na pianę, tylko trochę roztrzepane. Białka i rozpuszczoną w wodzie kawę wylać na mieszankę suchych składników i wymieszać szpatułką do połączenia. Dodać masło i ponownie wymieszać. Masa powinna być gładka. Dodać orzechy i mieloną kawę i znowu wymieszać. Masę wstawić do lodówki na 2 godziny.

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C.
Wysmarować masłem i obsypać mąką (nadmiar mąki wysypać) foremki do financiers. Można użyć również foremek do muffinek. Wlać ciasto do 3/4 wysokości foremki. Piec 10-25 minut w zależności od wielkości foremek. Stan upieczenia można sprawdzić patyczkiem. Po nakłuciu ciasteczka, patyczek powinien być suchy.

Foremki wyjąć na kratkę i odstawić na 5 minut. Po tym czasie wyjąć financiers z foremek na kratkę i odstawić do całkowitego wystudzenia.

Składniki lukru wymieszać na gładką masę. Jeżeli trzeba (czyli lukier jest za gęsty) dodać jeszcze trochę mleka. Polać ciastka lukrem i przybrać połówką orzecha. 
















Przepis Yotam Ottolenghi z książki "Sweet".

piątek, 1 września 2017

Klasyk wiecznie żywy czyli francuski Croque - Monsieur


Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje. Takim uczuciem darzę kuchnię francuską. Mam kulinarne skoki w bok, ale kuchnia francuska zawsze będzie u mnie na pierwszym miejscu. I nic chyba tego nie zmieni.

Dzisiaj wyruszam w podróż do Francji, więc przez ostatnie dni dużo było u mnie francuskich smaków. Wertowałam stare książki kucharskie, ale też zamówiłam nowe, planowałam miejsca, które chcę odwiedzić, czego spróbować i co kupić. Oczywiście przydałby mi się tydzień więcej na te plany, chociaż wiem, że nawet jak bym go miała, to i tak czasu jak zawsze byłoby za mało.

Dzisiaj zostawiam Wam przepis na francuski klasyk Croque - Monsieur. Dwa kawałki opieczonego chleba tostowego, szynka, ser Gruyere i sos Mornay (czyli beszamel z dodatkiem sera). Składniki są niepozorne, ale to naprawdę pyszne danie. W dodatku bardzo sycące. Jedną kanapką można nakarmić bardzo głodną osobę. Można oczywiście przyrządzić Croque - Monsieur z dobrego pszennego chleba na zakwasie. Będzie równie pysznie.

Chleb tostowy piekę sama albo kupuję w małej piekarni, gdzie robią go z bardzo krótkiej listy składników. Bez dodatków, których staram się unikać.

Jeżeli chcecie upiec sami taki chleb, to polecam przepis (oczywiście francuski ;-)), który znajdziecie TUTAJ

A teraz zmykam w drogę, a Wy możecie zaplanować na śniadanie Croque - Monsieur ;-)
Bon Appétit


Croque - Monsieur

4 porcje

8 kawałków chleba tostowego
8 plastrów szynki bez skóry wielkości kromki chleba
8 plastrów sera Gruyere* wielkości kromki chleba
60 g masła

sos Mornay
70 g masła
1/2 szklanki mąki pszennej
2 szklanki (500 ml) mleka
60 g tartego sera Gruyere*
1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatałowej
sól i pieprz do smaku

posiekany szczypiorek 

W rondlu rozpuścić masło. Dodać mąkę i cały czas ją mieszając przesmażać (ok 3-5 minut), aż zacznie tworzyć się coś w rodzaju dużej kluski. Nie przestając mieszać, wlewać wąskim strumieniem mleko. Mieszać, aż masa zagotuje się i powstanie gęsty, gładki sos. Jeżeli powstaną grudki, to sos trzeba przez chwilę bardzo energicznie mieszać albo zmiksować blenderem.
Dodać ser i zamieszać, aż rozpuści się i połączy się z sosem.

Sos doprawić do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatałową. 

Posmarować masłem kromki chleba po jednej stronie. Cztery plastry ułożyć na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia posmarowaną stroną do blachy.

Na chlebie położyć w kolejności:

 1 plaster sera 
1 dużą, kopiastą łyżkę sosu
2 plastry szynki
1 dużą, kopiastą łyżkę sosu
1 plaster sera 

 Całość przykryć kromką chleba stroną posmarowaną masłem do góry.

Wstawić blachę do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec około 10 minut do zrumienienia wierzchu i rozpuszczenia sera w środku.

Podawać od razu. 

Wierzch można posypać szczypiorkiem.


*Najbardziej znany jest oczywiście szwajcarski ser Gruyere. Francuzi mają również prawo do wytwarzania sera o tej nazwie. W odróżnieniu od szwajcarskiego, francuski ser ma dziury wielkości od ziarnka grochu do wiśni. Na opakowaniu musi znajdować się informacja, że ser pochodzi z Francji. Często znajduje się również herb Sabaudii, francuskiego regionu, w którym jest produkowany.





Przepis Eric Kayser

sobota, 26 sierpnia 2017

O mojej słabości do pikantności i zapiekane jajka z harissą i fetą w sosie pomidorowym na śniadanie.


Jakiś  czas temu zauważyłam, że moja kuchnia robi się coraz bardziej pikantna. Wśród moich zakupów zawsze znajdzie się kilka papryczek chilli, słoik marynowanych jalapeno i ostre chorizo, a na kuchennej półce rozrastasta się dział pikantnych przypraw. Domownicy są zadowoleni z tych zmian, a ja jestem szczęśliwa, kiedy czuję ostrość w potrawie. 

Gdybyśmy mieli teraz zimę, tłumaczyłabym to potrzebą rozgrzania organizmu, ale czemu tak jest w lecie, to nie wiem. Może ciągle szukając nowych smaków, odkryłam nieznany mi wcześniej świat pikantności, a może jest to związane z moim uzależnieniem od endorfin czyli hormonów szczęścia ;-). W końcu przecież dowiedziono, że zawarta w papryczkach chilli kapsaicyna stymuluje organizm do ich produkcji. Oprócz tego działa przeciwbakteryjnie, wzmaga metabolizm, obniża ciśnienie krwi... czyli same korzyści, a mój organizm sam to wyczuwa ;-).

W pikantnych potrawach dobre jest to, że możemy dawkować sobie ostrość według własnych preferencji i upodobań. 

Dzisiejsza moja propozycja śniadaniowa na perskie zapiekane jajka z pomidorami i fetą jest pikantna, ale niezbyt mocno. Oczywiście można ją złagodzić zmniejszając ilość pasty harissa. Pozostałe przyprawy (kolendra, kumin, kurkuma i cynamon) nadają daniu bogactwo aromatu. Początkowo dodatek cynamonu do jajek bardzo mnie zaskoczył, ale teraz jestem zachwycona tym, że znajduje się w tej mieszance przypraw. Nie rezygnujcie z niego.

Do tego dania używam greckiej, owczej fety sprzedawanej na wagę. Warto zastosować "prawdziwą" fetę, a nie mazisty ser pakowany do prostokątnych opakowaniach, które tylko fetę udają. Różnica w smaku jest bardzo duża.

Pastę harissa można łatwo kupić w sklepach z arabską żywnością i w większości supermarketów. Sprzedawana jest w słoiczkach lub w puszkach. Można ją też łatwo zrobić samemu. Przepis znajdziecie TUTAJ. Jest tam również przepis na grzanki z masłem z dodatkiem harissy i mozarelli. Bardzo je polecam, bo są pyszne.

Jeżeli podoba Wam się dzisiejsza propozycja śniadaniowa, zajrzyjcie też TUTAJ. Znajdziecie tam przepis na menemen - tureckie danie śniadaniowe, podobne do dzisiejszego.




Zapiekane jajka z harissą i fetą w sosie pomidorowym

przepis na 4 porcje

4-6 łyżek oliwy
5 dużych ząbków czosnku (pokrojonych w cienkie plasterki)
3 duże czerwone czerwone cebule (pokrojone w 3-4 mm półksiężyce)
2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
3 łyżki pasty harissa 
6 dużych pomidorów (ze skórką lub bez, ale bez gniazd nasiennych, pokrojonych w 1 cm kostkę) 
1 puszka (400 g) posiekanych pomidorów w sosie własnym
sól morska do smaku
40 g posiekanych listków i łodyżek świeżej kolendry (duży pęczek)
300 g sera feta (pokrojonej w 2,5 cm kostkę)
8 jajek

Na dużej patelni rozgrzać oliwę. Dodać czosnek i cebulę. Smażyć mieszając, aż zmiękną i zaczną stawać się szkliste. Dodać kurkumę, kolendrę, kumin i cynamon. Wymieszać i dodać pastę harissa. Wymieszać ponownie i dodać świeże pomidory i z puszki. Posolić do smaku i ponownie zamieszać. Kiedy całość zacznie wrzeć, zmniejszyć ogień i dusić 15-20 minut. Mieszać od czasu do czasu. 

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Dodać do sosu pomidorowego połowę fety i posiekanej kolendry i delikatnie wymieszać. Przełożyć sos do 1 dużego naczynia do zapiekania lub do 4 indywidualnych. W sosie zrobić zagłębienia (8 w dużym naczyniu, po 2 w pojedyńczych naczynkach) i wbić w nie jajka. Na wierzchu ułożyć resztę fety.
Wstawić naczynie/naczynia do piekarnika i zapiekać całość 10-12 minut. Białko jajek powinno się ściąć, a wnętrze żółtek powinno zostać płynne.
Wyjąć danie z piekarnika i posypać jego wierzch kolendrą.

Podawać od razu.



Przepis Sabrina Ghayour z książki "Persiana"

niedziela, 20 sierpnia 2017

Jagodzianki na zakończenie wakacji.




Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Wczoraj rano poszłam po zakupy w najcieńszej, jedwabnej sukience (która tylko pozwala zachować pozory, że mam coś na sobie ;-)) i było mi i tak za gorąco. A wieczorem wyciągnęłam wełniany sweter i koc, chcąc się ogrzać.

Dobrze, że mam za sobą wakacje nad polskim morzem, bo pogoda tam zawsze mnie hartuje do niskich temperatur. 

Było słonecznie i deszczowo, wietrzyście i burzowo, ale na pewno nie było gorąco. Mimo takiej zmniennej i nierozpieszczającej ciała aury, za nic nie zamieniłabym wakacji nad naszym morzem na inne miejsce. Nawet w szczycie sezonu można znaleźć plaże, na których jest pusto, a kiedy pada deszcz lubię czytać książki nie patrząc na upływający czas. 

Jest jeszcze wiele rzeczy, które sprawiają mi radość w czasie wakacji nad morzem. Świergot ptaków, który budzi mnie jeszcze przed świtem, coraz jaśniejsze potargane na wietrze włosy, piasek, który można znależć w każdym zakamarku domu, wypłowiały na słońcu, własnoręcznie uszyty stary parawan i ciemność nocy, jaką da się zaobserwować tylko z dala od miasta.  Małe rzeczy, dla wielu bezwartościowe, ale dla mnie bardzo ważne i cenne. 

Nad morzem w lesie nawet pod koniec sierpnia można znaleźć jagody. Piekę z nich jagodzianki, które znikają zanim zdążą wystygnąć. Rodzina, znajomi, przyjaciele i sąsiad zza płotu ;-) co roku są testerami moich nowych wypieków. Teraz możecie być i Wy :-).

Ciasto, które zrobiłam do nich jest bardzo delikatne i maślane. Pachnie lekko skórką z cytryny i wanilią. 
Piekłam z niego też ciasto w dużej formie posypane owocami i kruszonką, a także zawijane ślimaczki z owocami i marcepanem.

Do nadzienia bułeczek można użyć praktycznie każdych owoców. Do tych bardziej soczystych jak maliny lub truskawki, dobrze jest dodać odrobinę mąki ziemniaczanej jak w poniższym przepisie z nadzieniem jagodowym. 












Jagodzianki

ciasto
250 ml mleka
20 g świeżych drożdży
10 g cukru
150 g masła (stopionego i wystudzonego do letniej temperatury)
2 jajka
2 żółtka 
70 g cukru
skórka starta z 1/2 dużej cytryny
1 łyżeczka pasty z wanilii lub naturalnego ekstraktu
2 łyżki oleju o neutralnym smaku
650 g mąki pszennej (typu 550)
szczypta soli

nadzienie
300 g jagód (lub innych owoców)
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
50 g cukru
1 opakowanie cukru waniliowego z prawdziwą wanilią

wierzch
1 jajko
cukier

Mleko podgrzać do letniej temperatury i wymieszać z drożdżami i 10 g cukru. Odstawić na 5 minut. Dodać pozostałe składniki i miksować całość (końcówki haki) przez 5-7 minut do uzyskania gładkiego i elastycznego ciasta.

Miskę z ciastem przykryć ściereczką lub kawałkiem folii spożywczej i odstawić do wyrastania na 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Wymieszać w miseczce składniki nadzienia.

Wyrośnięte ciasto przez chwilę wyrabiać dłońmi, żeby je odgazować. Z ciasta odrywać kawałki wielkości piłeczki do tenisa. Rozpłaszczać każdy kawałek na dłoni, żeby uzyskać placuszek grubości około 1 cm. Na środek nałożyć 2 -3 łyżeczki nadzienia. Złączyć brzegi mocno ściskając końcówki ciasta i utoczyć w dłoniach bułeczkę.
Układać je na dużej blasze (łączeniem do dołu) wyłożonej papierem do pieczenia zachowując 3-4 cm odstępy. Odstawić bułeczki do ponownego wyrastania na 20-30 minut.
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Wierzch bułeczek posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać cukrem. 

Wstawić do piekarnika i piec do zezłocenia wierzchu około 20 minut. Upieczone przełożyć na kratkę do wystudzenia.


wtorek, 25 lipca 2017

Aperol Spritz. Sernik i drink. Idealne na lato.



Gorące lato i zimny Aperol Spritz to połączenie idealne. Parę lat temu w jednym ze starych, urokliwów miasteczek włoskiego regionu Emilia Romagna wypiłam go pierwszy raz. 
Było to u schyłku lata, dzień był upalny i pełen wrażeń. Kilkoro Amerykanów i dwie Polki od kilku dni zwiedzali tę część Włoch na zaproszenie słynnej szkoły kulinarnej. Amerykanie jeździli busikiem, a Polki limuzyną z najbardziej urokliwym na świecie kierowcą ;-)

Śmiech, żarty, pyszne jedzenie. mocna kawa i dobre wino towarzyszyły nam praktycznie w każdej chwili tej podróży. Od momentu, kiedy wysiadłyśmy na lotnisku w Bolonii i czekał na nas kierowca, żeby zabrać nas w nieznane ;-), do chwili, kiedy pędziliśmy z powrotem praktycznie bez szans, żeby zdążyć na samolot.

Cała ta podróż była pełna niespodzianek, odkrywania nowych smaków i wrażeń, które zostaną w mojej pamięci na zawsze.
W czasie tej wyprawy, podczas jednego gorącego popołudnia, kiedy przyszedł czas na posiłek, jako aperitif podano nam Aperol Spritz. Zimny, aromatyczny i wściekle pomarańczowy. W pierwszej chwili kolor zmroził moje poczucie estetyki ;-), ale po pierwszym łyku wiedziałam, że nie ma nic lepszego na gorący dzień. 
Od tego czasu byłam wiele razy we Włoszech i praktycznie zawsze, kiedy słońce świeci, zamawiam Aperol Spritz. I za każdym razem moje myśli biegną do tej chwili, kiedy wypiłam go po raz pierwszy.

Aperol Spritz przyrządza się z likieru Aperol, prosecco, wody gazowanej, lodu i cząstki pomarańczy (czasami też nadzianej na wykałaczkę oliwki). Proste składniki w odpowiednich proporcjach tworzą drink idealny. 



Aperol powstał w Padwie we Włoszech w 1919 roku w firmie Barbieri. Popularny stał się jednk dopiero po II Wojnie Światowej.
Jego skład (i moc 11%) nie zmieniły się przez te wszystkie lata. Proporcje i składniki są oczywiście tajemnicą producenta (teraz firmy Campari), ale wiadomo, że ma w sobie słodką i gorzką pomarańczę, rabarbar i wyciągi z ziół.

W lecie idealnie smakuje nie tylko drink, ale i sernik Aperol Spritz. Lekko pomarańczowa w smaku masa serowa przykryta jest warstwą galaretki, która jest praktycznie drinkiem w formie stałej.

Tym przepisem żegnam się z Wami do drugiej połowy sierpnia. Przede mną długo oczekiwane wakacje z nieprzewidywalną pogodą i zimną wodą w Bałtyku.
 Na to czekałam i tego potrzebuję ;-)
Będę gotować i piec (tam czeka na mnie działający piekarnik ;-)), ale nowe przepisy pojawią się po powrocie.
Wypoczywajcie i cieszcie się letnimi dniami.




Aperol Spritz

kostki lodu
pomarańcza w plastrach (ze skórką)
3 części prosecco
2 części Aperola
1 część wody gazowanej

Do szklanki/kieliszka włożyć kostki lodu. Wlać schłodzone prosecco i Aperol. Dopełnić wodą gazowaną. Na wierzch położyć pół plasterka pomarańczy. 


Sernik Aperol Spritz

spód i boki
300 g ciasteczek Oreo
2 łyżki gorzkiego kakao (bez cukru)
90 g rozpuszczonego masła
olej do wysmarowania formy

masa serowa
560 g serka śmietankowego Philadelphia* (w temperaturze pokojowej)
150 g serka mascarpone (w temperaturze pokojowej)
150 g cukru pudru
150 ml śmietanki kremówki 36%
starta skórka z 2 pomarańczy

galaretka Aperol Spritz
100 ml Aperolu
265 ml prosecco
30 ml wody gazowanej
20 ml syropu cukrowego**
6 płatków żelatyny***

*serek Philadelphia idealnie zastąpi serek śmietankowy Twój Smak z Piątnicy.
** syrop cukrowy otrzymuje się przez doprowadzenie do zagotowania tej samej ilości wody i cukru (na przykład 2 łyżki {po 15 ml objętości} cukru i 2 łyżki wody). Składniki trzeba wymieszać, żeby się rozpuściły. Syrop można przechowywać w lodówce do 3 miesięcy. Idealnie nadaje się do słodzenia drinków. 
***żelatynę w płatkach dr Oetker można kupić w większości supermarketów.


Przygotować spód.
Tortownicę o średnicy 20 cm posmarować olejem o neutralnym smaku.
Ciasteczka lekko połamać i włożyć do pojemnika malaksera razem z kakao. Zmiksować na proszek. Dodać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do połączenia.

Masę okruszkową z ciastek wyłożyć do formy i mocno dociskając dłońmi uformować spód i brzegi, które nie powinny być grubsze niż 5 mm. Brzegi powinny sięgać do 3/4 wysokości formy. Pozostawić je u góry poszarpane i trochę cieńsze niż w dolnej części.
Włożyć formę do lodówki na 30 minut (lub dłużej), żeby całość zastygła i stwardniała.

Przyrządzić masę serową.
 Odlać z serków ewentualny nadmiar płynu.
Do miski miksera włożyć oba rodzaje serków (w temperaturze pokojowej) i cukier puder. Zmiksować do połączenia i uzyskania gładkiej masy. Dodać kremówkę i skórkę z pomarańczy. Ponownie miksować, aż masa lekko zesztywnieje.
Masę wyłożyć na schłodzony spód. Wyrównać wierzch szpatułką lub spodem łyżki. Wstawić do lodówki na całą noc.

Przyrządzić galaretkę Aperol Spritz.
W misce wymieszać delikatnie Aperol, prosecco, syrop cukrowy i wodę gazowaną.
W drugiej misce namoczyć w zimnej wodzie płatki żelatyny przez 5 minut.

Odlać do rondelka 100 ml płynu i podgrzać prawie do zagotowania. Odcisnąć żelatynę i dodać do gorącego płynu. Wymieszać i połączyć z pozostałą (niepodgrzewaną) częścią warstwy wierzchniej.
Wystudzić do temperatury pokojowej.
Przelać masę Aperol delikatnie na wierzch sernika.
Wstawić ponownie do lodówki do całkowitego stężenia galaretki na około 8 godzin, a najlepiej na całą noc.

Formę wyjąć z lodówki na 20 minut przed podaniem. Delikatnie oddzielić nożem brzegi sernika od formy i wyjąć ciasto na paterę.



Przepis z modyfikacjami z Delicious magazine

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails