niedziela, 31 stycznia 2010

Witaj Warszawo, au revoir Paris.


Wróciłam.
Pełna emocji i pięknych chwil w mojej pamięci. Bogata w nowe doświaczenia, smaki, przeżycia, przepisy i z pełną walizką pyszności. To był wspaniały, pełen wrażeń wyjazd. Pojechałam na jedną wystawę, a byłam na trzech. Pojechałam z listą rzeczy do kupienia, a przywiozłam coś zupełnie innego.
Po kolei.

Na lotnisko brnęłam w mokasynach po śniegu, opatulona w szale, które niewiele pomagały przy temperaturze - 18 stopni, a Paryż przywitał mnie słońcem, ciepłem (+6 stopni) i bratkami kwitnącymi przed hotelem. Już samo ciepło byłoby wystarczającym powodem wyjazdu. Prosto z hotelu do kawiarni, zeby siąść, wypić kawę i cieszyć się widokiem przechodzących ludzi. A potem w drogę, starymi ścieżkami i nowymi drogami. Odwiedzałam ulubione sklepy i odkrywałam nowe. Rozkoszowałam się zapachem w piekarniach i bistrach, w delikatesach zaglądałam z ciekawością Paryżanom do koszyków, w patisserie podziwiałam małe dzieła sztuki cukierniczej i upajałam się smakiem, oglądałam wystawy i przeglądałam książki, smakowałam czekolady i tańczyłam z radości w ogrodach Tuileries.
Wróciłam z wielką i ciężką walizką i trzeba torbami bagażu podręcznego. A w środku....
Teraz będę Was zasypywać opowieściami i przepisami, a za pięć dni... znowu wyruszam.






wtorek, 26 stycznia 2010

Żegnaj Warszawo. Bonjour Paris.




W drogę, w drogę...
Jestem gotowa. Wyruszam.
Paszport, bilet, telefon, aparat, plan metra, szczoteczka do zębów...i pusta walizka.
Nic więcej nie potrzebuję.
Jeszcze szary beret i czerwona szminka.
Moim bliskim zostawiam coś pysznego i francuskiego, a Wam przepis na croissanty. Pyszne, maślane, z pięknymi warstwami w środku i cudownie chrupkie na wierzchu. Następnym razem zrobię troszkę większe i popracuję jeszcze nad techniką zwijania. Co do ciasta, zaskoczyło mnie to, że ...tak łatwo robi się je. Ciasto idelnie się wałkuje. Na prawdę, zrobienie własnych croissantów nie jest trudne, wymaga tylko trochę czasu. Ważne jest, żeby poszczególne wałkowania wykonywać na dobrze schłodzonym cieście. A smak jest niebiański.


Do zobaczenia za 6 dni...








Croissants wg Michela Roux.



25 g świeżych drożdży
250 ml pełnotłustego mleka o temp. ok. 30 stopni (ma być przyjemnie ciepłe, a niegorące)
500 g mąki
1 łyżeczka drobnoziarnistej soli
50 g cukru pudru
275 g zimnego masła pokrojonego w 1 cm plastry
1 żółtko roztrzepane z 1 łyżką mleka

W miseczce rozpuścić drożdże w mleku. W dużej misce wymieszać mąkę, sól i cukier. Dodać drożdże z mlekiem i zacząć miksowanie końcówkami do ciasta drożdżowego (haki). Ciasto ma być po wyrobieniu dość zwarte. Uformować z niego przy pomocy dłoni kulę, przykryć folią spożywczą i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania na 45 - 60 minut. Ciasto powinno podwoić swoja objętość dwukrotnie. Wyrośnięte ciasto należy uderzyć kilkakrotnie dłonią, żeby je odgazować. Ponownie przykryć je folią spożywczą i wstawić do lodówki na 4 - 8 godzin ( u mnie było to 12 godzin ).
Wyjętą z lodówki kulę ciasta naciąć na środku na głębokość 3 cm na krzyż. Ciasto rozwałkować na grubość 1 cm. Ciasto po rozwałkowaniu powinno mieć wygląd kwiatu z grubymi czterema płatkami. Na środku ciasta rozłożyć masło i przykryć je składając boki ( płatki kwiatu ) do środka, żeby całkowicie przykryć ciastem masło. Tak złożone ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach 60x30 cm. Złożyć wzdłuż dłuższego boku na trzy części. 1/3 ciasta z prawej strony składamy na 1/3 środkową i to samo z 1/3 z lewej strony. Ciasto przykryć folią i włożyć do lodówki na 45 minut.
Schłodzone ciasto obracamy o 90 stopni w stosunku do poprzedniej pozycji, ponownie rozwałkowywujemy na prostokąt o wymiarach 60x30 cm i składamy jak poprzednio. Znowu wkładamy je do schłodzenia na 45 minut. Czynności te powtarzamy jeszcze dwukrotnie ( obrót, wałkowanie, składanie, schładzanie).
Ciasto rozwałkowywujemy na grubość 3 mm (jeśli jest to konieczne, można podsypać je mąką) i wycinamy z niego trójkąty o wymiarach 9cm ( podstawa ) na 18 cm ( wysokość ). Zwijamy trójkąty, zaczynając od podstawy i przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Końce zwijamy lekko do środka, żeby nadać croissantom kształt półksiężyca. Rogaliki smarujemy rozbełtanym żółtkiem i pozostawiamy na dwie godziny do wyrośnięcia, aż podwoją objętość. Rogaliki ponownie smarujemy żółtkiem i wstawiamy do pieca nagrzanego do 180 stopni C. Pieczemy 12 - 14 minut. Croissanty można nadziać kremem z migdałów i żółtek lub czekoladą (ale o tym napiszę innym razem).

Bawcie się dobrze i rozgrzewajcie ciepłymi croissantami, gdy na dworze siarczysty mróz.


sobota, 23 stycznia 2010

Cytrynowe magdalenki i...czas oczekiwania.


Znowu to zrobiłyśmy.
Moja towarzyszka intelektualno - zakupowa i ja.
Pomysł, szybka decyzja, parę kliknięć na klawiaturze komputera, szum drukarki i ...zostało nam tylko odliczanie dni.
Piękne chwile przed nami.
Czas oczekiwania, planów, przygotowań i tej ekscytacji tym co przed nami.
Z tej okazji upiekę magdalenki, błyskawiczne magdalenki.
Francuskie magdalenki i Edith Piaf w tle.
Chyba już wiecie gdzie lecimy.

Magdalenki.

2 duże jajka
150 g cukru pudru
150 g mąki
150 g stopionego masła
skórka starta z jednej cytryny
1/2 łyzeczki proszku do pieczenia
1/2 łyzeczki naturalnego ekstraktu z wanilii
szczypta soli

Zmiksować jajka z cukrem do białości. Dodawać w czterech porcjach mąkę i masło. Dodać wanilię, proszek do pieczenia. sól i skórkę z cytryny. Zmiksować do połączenia składników. Ciasto odstawić na pół godziny. Nakładać łyżką do wysmarowanej masłem formy do magdalenek. Piec w piekarniku nagrzanym do 210 stopni C przez 10 min.

Smacznego.




wtorek, 19 stycznia 2010

Lotnisko i orzechowe financier.


Uwielbiam atmosferę lotniska, te chwile oczekiwania, pewne napięcie związane z podróżą i tym, że za chwilę oderwę się od ziemi.
Lubię na lotnisku obserwować ludzi spieszących do odprawy, żegnających się z bliskimi. U niektórych widać na twarzach napięcie, inni cieszą się jak dzieci, bo to ich pierwsza podróż samolotem. Jeszcze inni lekko zblazowani, bo latają raz w tygodniu i spowszechniało im to.
Uwielbiam stukot kółek walizki po posadzce lotniska. Tę chwilę gdy ciągnę ją zbliżając się do odprawy. Jak wracam zawsze wtedy towarzyszy mi też napięcie. Oczywiście mam nadbagaż. Ledwo udaje mi się wciągnąć walizkę na wagę. A w niej nie mam stosu butów ( co zresztą też byłoby miłe), ale nowe formy do ciast, przyprawy, octy, oliwy, sery...
Lubię być na lotnisku wcześniej, żeby sobie spokojnie siąść, zamówić kawę (na Okęciu chyba najdroższą w Europie),  patrzeć na ludzi i słuchać informacji z głośników, wzywających spóźnionych podróżnych do samolotu. Kiedyś i mi się to zdarzyło, że zapomniałam o odlocie, kupując creme de cassis ;-)


Orzechowe financier (friands) z gruszką.

6 białek z jajek
185 g rozpuszczonego masła (lekko zrumienionego)
1 szklanka (100 g) mielonych orzechów laskowych
1 1/2 szklanki (240 g) cukru pudru
1/2 szklanki (75 g) mąki pszennej
1 mała gruszka (100 g) obrana i pokrojona w kostkę
1 łyżka masła
1 łyżka cukru
12 sztuk orzechów laskowych uprażonych w piekarniku

Nagrzać piekarnik do 200 stopni. Posmarować masłem 12 foremek do financiers (jeśli nie macie, można użyć foremki do mufinek). W misce wymieszać trzepaczką białka ( nie ubijać na pianę), dodać masło, mielone orzechy, cukier i mąkę. Wszystko wymieszać do połączenia składników. Do foremek nakładać łyżką ciasto, na to trochę gruszek i po jednym przepołowionym orzechu laskowym. Piec 10 - 20 minut (w zależności od rozmiaru foremek) do zrumienienia.

Gruszki: pokrojone w kostkę owoce podsmażyć na 1 łyżce masła. Dodać cukier i smażyć do momentu skarmelizowania.


niedziela, 17 stycznia 2010

Pyszne, przepyszne zrazy.



W mojej kuchni podróżuję z kraju do kraju, przeskakuję z kontynentu na kontynent, czasami w tej podróży zatrzymuję się na dłużej w jakimś miejscu, ale też z radością wracam do pysznych polskich smaków. Placki ziemniaczane z kwaśną śmietaną i cukrem albo z kurkami z sosem śmietanowym i koprem, chłodnik, bigos, barszcz czerwony, żurek, babka ziemniaczana, pierogi, naleśniki z serem, kopytka, zrazy... No właśnie zrazy. Wymagają trochę czasu i pracy, ale nagrodą jest nieziemski smak. Hulaj dusza..., jutro zajmę się dietą. Do nich koniecznie domowe kopytka albo kasza gryczana i buraczki (upieczone, starte razem z jabłkiem i podsmażone na maśle z dodatkiem cytryny). Przepis na te zrazy to taki mój zrazowy wzorzec z Sevres. Pyszne nadzienie i rewelacyjny sos. Spróbujcie, a zima będzie już niestraszna.





Moje ulubione zrazy.

1500 g wołowiny (szynki lub rostbefu)

5-6 cebul
4 łyżki bułki tartej
masło
olej
500 ml domowego rosołu (użyłam wołowo - cielęcego ugotowanego z dużą ilością włoszczyzny)
ostra musztarda rosyjska lub z Dijon
2 marchwie
5 - 6 obranych ogórków kiszonych
korzeń chrzanu
300 g chudego wędzonego boczku pokrojonego w cienkie plastry
sól
pieprz
6 - 8 ziaren ziela angielskiego
5 liści laurowych
pęczek kopru
słoiczek marynowanych prawdziwków (lub innych grzybów)
1 garść suszonych kapeluszy prawdziwków (lub innych grzybów)
1 kubek kwaśnej gęstej śmietany

Mięso pokroić na plastry i rozbić dość cienko. Posypać pieprzem i poprzekładać plastrami surowej cebuli (2 - 3 cebule). Przykryć i zostawić na noc w lodówce. Dzięki temu mięso nabierze aromatu. Na dugi dzień pozostałe cebule pokroić w drobną kostkę i usmażyć na maśle na szklisto. Posolić i dodać bułkę tartą. Wymieszać aż bułka wchłonie masło. Odstawić. Obrać marchew i pokroić cieniutko ( ja robię to obieraczką), ogórki również pokroić w cienkie paski. Chrzan obrać i albo cienko zetrzeć albo pokroić w drobne wiórki. Z mięsa zdjąć plastry cebuli i odłożyć ją na bok.  Na każdym plastrze mięsa rozsmarować 1 łyżeczkę musztardy i 1 łyżeczkę smażonej cebuli z bułką. Na to nałożyć kilka kawałków marchwi, ogórka, chrzanu i plaster boczku. Ściśle zwinąć i spiąć wykałaczką lub zawinąć bawełnianą nicią kuchenną. Czynności te powtórzyć z każdym plastrem mięsa. Powinno pozostać trochę kiszonego ogórka, którego paski pokroić w kostkę. Każdy zraz obsmażyć szybko na gorącym oleju. Na dno garnka wsypać połowę plastrów surowej cebuli, posolić, na to położyć obsmażone zrazy, posypać suszonymi prawdziwkami i znowu warswa zrazów i cebuli. Dodać ziele angielskie i liście laurowe i związany nicią pęczek kopru. Zalać rosołem, przykryć i gotować na małym ogniu do miękkości. Gotowe zrazy wyjąć z garnka, zdjąć nić lub wykałaczkę. Z sosu wyjąć liście laurowe i ziele angielskie i koper. Duże kapelusze grzybów z sosu można pokroić w paski. Na maśle przesmażyć resztę ogórka kiszonego i marynowane prawdziwki. Dodać do sosu razem z kwaśną śmietaną. Z powrotem włożyć zrazy, podgrzać,  podawać i rozkoszować się smakiem.




sobota, 9 stycznia 2010

Leniwa sobota i galantyna z kurczaka.




Wczoraj usłyszałam apel Instytutu Meterologii, żeby w sobotę niepotrzebnie nie wychodzić z domu ze względu na warunki pogodowe. Z radością zrezygnowałam z zakupów w hipermarkecie (szczególnie, ze nie znoszę robić ich w weekend) i zaplanowałam sobie leniwą sobotę. Książka i nowy mięciutki koc, kubek jaśminowej herbaty i błogość. Potrzebuję takiego dnia od czasu do czasu, takiego zwolnienia tempa w ciągłym biegu. Takiego nic nierobienia.
Trochę ruchu zapewniło mi nieskuteczne odśnieżanie chodnika. Po godzinie niewidoczny był mój trud.
A śnieg...
Pada, pada, pada..




Galantyna z kurczaka.

mięso z  jednego kurczaka (użyłam 1 podwójnej piersi z kurczaka i 6 udek bez skóry i kości)
50 ml smietanki 30 %
1 wysuszona bułka kajzerka lub brioszka
150 g masła
100 g suszonych moreli
50 g rodzynek
2 łyżki suszonych żurawin
2 łyżeczki marynowanego zielonego pieprzu (użyłam jednej)
2 jajka
1 łyżka kaszy mannej
1/2 łyżeczki suszonego tymianku
1/2 łyżeczki suszonej bazylii
1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatałowej
3 ząbki czosnky
1 cebula
sól
pieprz
4 liście laurowe
2 laski cynamonu
Bułeczkę zalać śmietanką i kiedy namoknie zmielić ją razem z mięsem z kurczaka, cebulą i czosnkiem. Masło roztopić.  Dodać 4 łyżki do masy mięsnej, a także rodzynki, pokrojone w paski morele, suszoną żurawinę, pieprz zielony, kaszę, bazylię, tymianek, gałkę, sól, pieprz i żółtka. Masę dobrze wyrobić. Ubić pianę z białek i dodać do masy delikatnie ją wmieszując. Arkusz folii aluminiowej wysmarować resztą rozpuszczonego masła i wyłożyć w formie grubego wałka masę mięsną. Na wierzchu położyć liście laurowe i laski cynamonu i wszystko szczelnie zawinąc folią. Piec w temperaturze 180 stopni przez około 55 minut. Kroić wystudzoną. Jeżeli będziecie przechowywać galantynę dłużej niż dobę lepiej zdjąć laski cynmonu.


piątek, 8 stycznia 2010

Gorące indyjskie aromaty zimową porą.



Otulona we wszystko co możliwe, wracam do domu przez las. Całe szczęście, że mam blisko, dzięki temu mogę delektować się zimowym krajobrazem i porą. Nie zdążę zmarznąć. To jest taki czas, kiedy staram się zostawić wszystkie emocje i przeżycia z pracy i nie zabierać ich do domu. Nie zawsze mi się to udaje, szczególnie ostatnio.
Mróz szczypie w nos, opadające z drzew przy najlżejszym powiewie wiatru płatki śniegu, wirują koło mojej twarzy, pod stopami skrzypi biały puch, a wrony...kraczą niemiłosiernie. Kraczą rano gdy spokojnym krokiem idę do pracy prawie po ciemku,  kraczą jak wracam. Większość sosen w lesie oblepiona jest przez ich skupiska. Jak coś je spłoszy, czuje się jak bohaterka "Ptaków" Hitchcocka.
Zimową porą moje domowe menu zmienia się. Jest więcej zup, pieczeni, rozgrzewających aromatów, czekoladowych i żurawinowych ciast. I tak do wiosny. W lutym jestem jej już tak spragniona, że coraz ciężej znoszę zimno (tak między nami, w ogóle ciężko je znoszę).
I w zimie więcej śpię, ale co robić jak jest ciemno, a ja mam rytm kury, od wschodu do zachodu słońca.
Dzisiaj takie danie rozgrzewające swoimi aromatami. Tarta cebulowa, ale z indyjskim akcentem. Można ją przyrządzić na dwa sposoby. Na ciasto wykładamy masę cebulową i zalewamy masą jajeczną lub mieszamy masę smietanowo-jajeczną z cebulą i taką wylewamy na podpieczony spód.


 
Tarta cebulowa w indyjskich klimatach.

Kruche ciasto jak w przepisie na  tartę z wedzonym łososiem.

Nadzienie
1 łyżka oleju
25 g masła
1 łyżeczka przyprawy garam masala
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki mielonego kuminu
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
1 starty ząbek czosnku
500 g cebuli pokrojonej w cienkie pół plastry (użyłam zwykłej, cukrowej, czerwonej i szalotki)
1 łyżeczka brązowego cukru
2 jajka
2 żółtka
270 ml śmietanki kremówki
sól
pieprz cayenne (użyłam papryczki espelette)
pęczek świeżej posiekanej kolendry

Gdy kruche ciasto chłodzi sie w lodówce, przyrządzamy nadzienie.
Na maśle i oleju, na małym ogniu, podsmażyć przyprawy przez 2 minuty. Dodać cebulę, czosnek, cukier i smażyć, mieszając od czasu do czasu, przez 10 minut. Przykryć patelnię pokrywką i smażyć 20 minut, aż cebula będzie bardzo miękka. Zdjąć z ognia i wystudzić. Rozwałkowane ciasto przełożyć do formy i podpiec przez 10 minut w temperaturze 190 stopni C. Na ciasto wyłożyć masę cebulową i zalać masą jajeczną przyrządzoną z rozbełtanych jajek, żółtek, śmietany, soli i pieprzu. Piec ok 30 - 35 minut w 190 stopniach, aż masa jajeczna się zetnie i zezłoci. Podawać posypaną posiekaną kolendrą.

Smacznego.


niedziela, 3 stycznia 2010

Pot pies.


Nie jestem w formie.
Koniec roku przyniósł mi smutne wiadomości.
Nie mogę się pozbierać. Po głowie kłębią się myśli i pytania, na które nie znajduję odpowiedzi. Taki smutek gryzie mnie od środka i mimo usilnych prób, nie mogę dać sobie rady. I myślę, myślę, myślę...
Jednego dnia kochająca się rodzina, drugiego wdowa z małym synkiem, bo ktoś nie dostosował prędkości na zaśnieżonej drodze jadąc wielkim tirem. 
Trzeba cenić każdą chwilę, cieszyć się bliskimi wokół i każdym dniem. Ale dzisiaj jest mi bardzo trudno. Moi najbliżsi są wokół mnie, a w tamtym domu już nie. Jedna chwila i świat i życie wywraca się do góry nogami.
Wybaczcie mi moje smutki, ale muszę się pozbierać.

A danie... To taki comfort food. Aromatyczne nadzienie z dodatkiem wina i estragonu pod chrupiącą maślaną skorupką ciasta francuskiego. Dobre zimową porą, gdy potrzebujemy czegoś pysznego.

Pot pies.

12 udek bez skóry i kości (700 g) pokrojonych w 2 cm kostkę
500 ml bulionu z kurczaka
50 g masła
50 g mąki pszennej
200 ml wytrawnego białego wina
200 ml creme fraiche (użyłam  śmietanki kremówki i serka mascarpone)
100 g startego sera Gruyere
1 łyżeczka musztardy Dijon
2 łyżki posiekanego świeżego estragonu lub 2 łyżeczki suszonego
150 g posiekanej marchewki
2 małe (150 g) posiekane pory (białe części)
125 g mrożonego groszku
1/2 łyżeczki czosnku suszonego
sól i pieprz do smaku
olej do smażenia
mrożone ciasto francuskie (najlepiej zrobione na maśle)
1 rozbełtane jajko


Kawałki kurczaka podsmażyć na oleju. Kiedy są lekko zrumienione przełożyć je z patelni do miseczki. Na tej samej patelni zeszklić na małym ogniu pora, po 5 minutach dodać marchewkę i dusić 3-4 minuty. Przełożyć warzywa do miseczki z kurczakiem. Olej wylać z patelni i położyć na niej masło. Do rozpuszczonego masła, dodać mąkę i mieszając podsmażać ją 2 minuty ( jak do sosu beszamelowego). Dodawać po trochu bulion cały czas mieszając, aż do zgęstnienia i zagotowania sosu. Dodać wino i gotować 5 minut cały czas mieszając. Dodać śmietankę i znowu chwilę pogotować. Dodać estragon, musztardę, kurczaka, groszek i podsmażone warzywa, czosnek, pieprz i starty ser .  Dobrze wymieszać i ewentualnie dosolić. Wyłożyć do miseczek do zapiekania ( użyłam 6 ramekinów) i pozostawić do wystudzenia. Brzegi naczynek posmarować wodą i położyć na wierzchu kwadraty (lub koła) z ciasta francuskiego. Ciasto posmarować rozbełtanym jajkiem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i piec około 30 minut do zrumienienia i urośnięcia ciasta.

Smacznego

Przepis pochodzi z książki Olive 101 comfort food classics.

Bardzo dziękuję wszystkim za życzenia noworoczne i ciepłe słowa.





LinkWithin

Related Posts with Thumbnails