piątek, 15 grudnia 2017

Fińskie śledzie z burakami. Dwa przepisy.



Przez kilka ostatnich lat nasze święta zdominowały szwedzkie przepisy na śledzie. Były też duńskie, islandzkie, ale szwedzkich było najwięcej. W tym roku królują przepisy fińskie. 

Przepisy na śledzie z krajów skandynawskich i nordyckich są bardzo podobne. Różnice są niewielkie. W jednej i drugiej kuchni znajdziemy przepisy na śledzie w słodkiej korzennej marynacie z dodatkiej czerwonej cebuli i marchwi, na śledzie w sosie musztardowym, śmietanowym, chrzanowym, na śledzie z burakami marynowanymi... Zasadnicza różnica pomiędzy szwedzkimi i fińskimi przepisami jest jedna. Fińskie przepisy są mniej słodkie, a bardziej słone.

Zresztą w fińskiej kuchni wszystko jest bardziej słone. Ciasta też. Związane jest to z używaniem solonego masła do wypieków.

Dzisiaj zapraszam Was do poznania dwóch fińskich przepisów. Obydwa są z burakami. Niby są podobne, ale jednak inne.

Śledzie przed dodaniem do sosu są marynowane w lekko słodkiej zalewie. Można je również przyrządzić ze śledzi solonych, wymoczonych wcześniej, ale ja zdecydowanie wolę takie marynowane.

Do jednego i drugiego przepisu marynuję śledzie w takiej samej zalewie.


Śledzie z burakami i marynowaną marchwią
Erilainen rosolli

100 g marchwi

marynata do marchwi
50 ml octu jabłkowego
75 ml wody
1 1/4 łyżeczki cukru
1/2 łyżeczki soli
3 goździki
1/2 małej laski cynamonu

150 g marynowanych buraków (kupuję gotowe w słoiku, małe kulki)
150 g ziemniaków (ugotowanych w skórce)
100 g ogórka
200 g kwaśnej gęstej śmietany
3 łyżki posiekanego kopru
1/2 średniej wielkości czerwonej cebuli
sól do smaku
1/2 łyżeczki cukru

6 płatów solonych śledzi

marynata do śledzi
100 ml octu
400 ml wody
50 g cukru
1 liść laurowy
3 kulki ziela angielskiego

Zagotować składniki marynaty do śledzi. Przelać ją do dużego słoika i wystudzić. Włożyć do niej śledzie pokrojone na 2 cm kawałki. Wstawić do lodówki na noc.
Do miski włożyć pokrojone w 1/2 cm kostkę ziemniaki, ogórka, cebulę i marynowane buraki. Dodać śmietanę, sól, cukier i koper. Wymieszać. Dodać odsączonego śledzia z zalewy i ponownie wymieszać.
Odstawić na noc do lodówki.

Przygotować marynowaną marchew.
Zagotować składniki marynaty. Wystudzić i włożyć do niej wiórki z obranej marchwi. Ja kroję marchew w cieniutkie plasterki obieraczką do warzyw.

Podawać śledzia z płatkami odsączonej marchwi na wierzchu.

Można przechowywać przez 3 dni w lodówce.


Świąteczne śledzie z burakami
Joulusilakat

600 g śledzi

marynata do śledzi
100 ml octu
400 ml wody
50 g cukru
1 liść laurowy
3 kulki ziela angielskiego

150 g marynowanych buraków (kupuję gotowe w słoiku, małe kulki)
1/2 średniej wielkości czerwonej cebuli
3 łyżki kaparów
150 g kwaśnej gęstej śmietany
sól do smaku
1/2 łyżeczki cukru
pieprz do smaku

Zagotować składniki marynaty do śledzi. Przelać ją do dużego słoika i wystudzić. Włożyć do niej śledzie pokrojone na 2 cm kawałki. Wstawić do lodówki na noc.

Do miski włożyć pokrojone w 1/2 cm kostkę marynowane buraki i cebulę. Dodać kapary, śmietanę, sól, cukier i pieprz. Wymieszać. Dodać odsączonego śledzia z zalewy i ponownie wymieszać.
Odstawić na noc do lodówki.

Można przechowywać przez 3 dni w lodówce.




poniedziałek, 11 grudnia 2017

Viikunakakku czyli fińskie świąteczne ciasto figowe


Wyjechałam, wróciłam i biorę się do przygotowań świątecznych. Jak co roku martwię się, że chcę zrobić za dużo i nie starczy mi czasu, ale może jak co roku z wszystkim zdążę. A może nie ;-)

Najważniejsze, że cały czas czerpię z tego przyjemność. Z tego pędu, planowania, przygotowań, dekorowania... a potem zwolnię i będę cieszyć się z tego co jest. Z chwili.

Dzisiaj mam dla Was przepis na fińskie świąteczne ciasto figowe. Maślane, pachnące pomarańczą i kardamonem z dużą ilością fig i orzechów. Oprócz smaku, dużą zaletą tego ciasta, jest możliwość przechowywania go przez kilka dni bez utraty świeżości. Wystarczy przechowywać go na paterze pod kloszem lub zawinięte w papier do pieczenia lub folię.

Ostatnio testuję różne fińskie przepisy i jestem nimi zachwycona. Dzisiaj mam dla Was ciasto figowe, a następnym razem będzie daktylowe. A nawet dwa.



Viikunakakku
fińskie ciasto figowe

170 g masła w temperaturze pokojowej
165 g drobnego cukru
2 szczypty soli
3 jajka (lekko ubite)
2 łyżki świeżo startej skórki z pomarańczy
225 g mąki pszennej tortowej
1/2 łyżeczki kardamonu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
115 g fig (pokrojonych na około 6 części każda)
80 g rodzynek (najlepiej jasnych)
50 g grubo posiekanych orzechów włoskich

 cukier do wysypania formy 
masło do wysmarowania formy
cukier puder do posypania wierzchu

Zmiksować na puszystą jasną masę masło z cukrem i solą. Dodać skórkę z pomarańczy i miksować do połączenia.Cały czas miksując dodawać po trochu jajek, aż do połączenia.
Do osobnej miski przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i kardamonem.
Do drugiej miski włożyć figi z rodzynkami i orzechami. Dodać do nich 2 łyżki mieszanki mąki z proszkiem i kardamonem. Wymieszać.

Do jajek z masłem i cukrem dodać mąkę i delikatnie wymieszać. Mikserem na najniższych obrotach lub szpatułką. Nie należy mieszać zbyt długo, a tylko do połączenia.
Pod koniec mieszania dodać bakalie i wymieszać do połączenia.

Nagrzać piekarnik do 175 stopni C.

Formę z kominkiem o średnicy 20-22 cm wysmarować masłem i wysypać cukrem. Przełożyć do niej ciasto i wyrównać powierzchnię.
Wstawić do piekarnika i piec 40 - 45 minut. Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić stan upieczenia patyczkiem.

Formę odstawić na kratkę i pozostawić na 5 minut.
Po tym czasie położyć na formie talerz i obrócić formę, wykładając ciasto na talerz. 

Pozostawić do całkowitego wystudzenia, a potem oprószyć cukrem pudrem.



Przepis Beatrice A. Ojakangas z książki "The Finnish cookbook"

wtorek, 5 grudnia 2017

Piparkakut - fińskie pierniczki



Jak patrzę na moje plany kulinarne i na to co już zrobiłam, to tej zimy  w mojej kuchni jest bardzo fińsko. Była u mnie zima szwedzka, zima duńska, teraz czas na zimę prosto z Finlandii. Kto mnie zna, ten wie, że bardzo cenię sobie design fiński. Lubię ich lny, ceramikę, szkło, a teraz polubiłam też fińską kuchnię. 
Podróż do tego kraju jest jeszcze przede mną, ale zbliża się dużymi krokami ;-)

Na razie zgłębiam fińskie smaki, mając dobrych pomocników: Fina z dalekiej północy i Macieja Wróblewskiego - szefa kuchni w Ambasadzie Finlandii.

O fińskich świętach jeszcze napiszę, a dzisiaj mam dla Was przepis na pierniczki, które idealnie sprawdzą się jako ozdoba na choinkę, prezent dla znajomych, słodkość dla zmarzniętego Mikołaja albo dla Was.

Ich wielką zaletą oprócz smaku jest, idealne zachowanie kształtu w trakcie pieczenia. Pierniczki często zmnieniają formę i nie wyglądają po upieczeniu tak jak po wycięciu foremką. Te tak wyglądają.

W smaku są korzenne, kruche, chrupiące. Nie przypominają naszych toruńskich Katarzynek, a bardziej te pierniczki znane ze sklepów Ikea.

Ale są inne, bo są fińskie :-)





Piparkakut 
fińskie pierniczki

175 g miodu
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1/4 łyżeczki mielonego ziela angielskiego
1/8 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki mielonych goździków
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
215 g masła
230 g drobnego cukru
skórka starta z 1/2 cytryny
skórka starta z 1/2 pomarańczy
1 małe jajko
1/2 szklanki (125 ml) słodkiej śmietanki kremówki
2 łyżeczki sody spożywczej
675 g mąki pszennej tortowej

W rondelku wymieszać miód z przyprawami korzennymi, masłem i cukrem. Doprowadzić całość do zagotowania i przelać do miski, w któej ciasto będzie miksowane.
Jeżeli miska jest plastikowa, trzeba poczekać, aż masa trochę ostygnie (będzie ciepła, ale nie gorąca).
Pozostawić masę miodową do wystudzenia.
Dodać skórki z cytrusów, lekko rozbełtane jajko, śmietankę, sodę i mąkę. Miksować całość do uzyskania gładkiego ciasta. 
Miskę przykryć folią spożywczą i odstawić na całą noc do lodówki.

Na podsypany mąką blat wykładać porcje ciasta wielkości aciśniętej pięści i rozwałkować cienko.
Wycinać z ciasta pierniczki foremką i układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pomiędzy pierniczkami należy zachować 2-3 cm odstępy.

Resztki ciasta po wycinaniu zagnieść dłońmi w kulę, lekko ją rozpłaszczyć i włożyć do lodówki do ponownego schłodzenia. Z zimnego ciasta lepiej wycina się i przenosi na blachę pierniczki z cienkimi elementami lub otworami.

Piec pierniczki w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C. Czas pieczenia zależy od grubości. Ja swoje piekłam 5 - 6  minut. Upieczone pierniczki powinny być złociste, ale nie przypieczone.

W gorących (jeszcze leżących na blasze) można wycinać słomką otwory, przez które będzie można przewlec sznurek lub wstążkę do wieszania pierniczków na choince. Kiedy końcówka słomki zapcha się resztkami ciasta, można tę część obciąć i dalej używać słomki.

Przełożyć pierniczki z blachy na kratkę do wystudzenia.

Pierniczki stygnąć nabierają kruchości i twarnieją.

Można je ozdabiać lukrem zrobionym ze zmiksowanego białka z cukrem pudrem. Taki lukier pozostaje pięknie biały po wysuszeniu.



niedziela, 3 grudnia 2017

Na początek sezonu świątecznego. Nigel Slater i stollen z makiem i pomarańczami.


Zaczynamy sezon świąteczny.

Kolejny raz wydaje mi się, że czas w grudniu leci błyskawicznie. Dni mijają tak szybko, a listy rzeczy do zrobienia mnożą się w zastraszającym tempie. Znowu wydaje mi się, że nie zdążę z wszystkim, co zaplanowałam, ale zapewne... zdążę. 

Za dwa dni wyjeżdżamy na trochę do Niemiec i mam zamiar potraktować ten czas jako odpoczynek i zebranie energii przed ostatnią prostą przed Świętami. Z daleka od domu, nawet jak bym chciała, nie będę gotować, sprzątać, szykować, pakować...

Mam zamiar cieszyć się tym przedświątecznym czasem w innym miejscu. Będę chodzić na targ świąteczny, pić grzane wino, włóczyć się po mieście z najbliższymi, zajadać lokalne smakołyki, czytać książki, zaglądać do sklepów, oglądać wystawy, kupować przyprawy, zajadać się pierniczkami..., a jak wrócę wpadnę w szaleństwo przygotowań z nową energią.

O tym, że świętowanie u mnie w domu zaczyna się w pierwszy grudniowy weekend, a kończy 27 grudnia pisałam na blogu już wiele razy. Wydłużamy ten czas, bo... to lubimy. Właśnie ten czas przed, a nie po Świętach. Stawiam choinkę w domu na samym początku miesiąca, a 27 grudnia jestem pierwsza do jej wyrzucenia ;-)

Przez cały grudzień jemy dania w jakiś sposób powiązane ze Świętami. Dzięki temu mamy możliwość spróbowania wielu nowych rzeczy. Za to Wigilia jest u nas tradycyjna. Przygotowujemy dania ze starych rodzinnych przepisów, które robimy... bez przepisów, na oko. Wyznacznikiem jest zakodowany w głębi nas smak. Każdy ma swoje ulubione dania, na które czeka. Śledzie na kilka sposobów, kapustę z suszonymi prawdziwkami doprawianą tłoczonym na zimno olejem rzepakowym, duszone kapelusze prawdziwków z dużą ilością cebuli i znowu z dodatkiem oleju rzepakowego, niesamowity, intensywny barszcz czerwony na wywarze grzybowym, rybę faszerowaną, makowce pełne wilgotnego, bakaliowego nadzienia, strucle drożdżowe z bakaliami i wiśniami, długo dojrzewający piernik, kompot z szuszu...

A Boże Narodzenie to kolejne dania, inne ciasta...

U nas nie ma problemu, że jemy świąteczne potrawy przez wiele dni, bo każdy dostaje spory pakunek z jedzeniem i drugiego dnia Świąt, praktycznie już nic nie zostaje.
Wtedy mam ochotę sprzątnąć choinkę, zrobić dużą misę sałaty i oddać się lenistwu.

W tym roku w zwiążku z wyjazdem, na początek sezonu zrobiłam tradycyjne, niemieckie, świąteczne ciasto stollen. Bardzo je lubię, bo ma intensywny smak, jest wilgotne i ciężkie i dobrze się przechowuje. Można je upiec kilka dni wcześniej i przechowywać zawinięte w papier do pieczenia. Dobre jest też do obdarowania nim kogoś w prezencie. Z tego przepisu wychodzi bardzo duże ciasto. Można również je upiec z połowy składników, ale nie zmniejszałabym ilości marcepanu.

Na blogu znajdziecie jeszcze dwa inne przepisy na stollen. TUTAJ I TUTAJ. Zdjęcia są kiepskie, ale przepisy naprawdę dobre.


Linki do innych przepisów świątecznych z bloga znajdziecie TUTAJ. Możecie również najechać na wybrane etykiety (śledzie, Boże Narodzenie, ciasta...) znajdujące się po prawej stronie bloga.

No to Kochani, czas zacząć ten przedświąteczny czas.




Stollen z makiem i pomarańczami

100 g masła
500 g mąki pszennej typu 550
40 g świeżych drożdży lub 7 g (1 torebka) suszonych
225 ml letniego mleka
30 g cukru
1/2 łyżeczki soli
1 jajko

nadzienie
125 g jasnych rodzynek sułtanek
125 g kandyzowanej skórki pomarańczowej*
1 średniej wielkości pomarańcza
4 łyżki (60 ml) rumu albo brandy
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
8 ziaren zielonego kardamonu
2 łyżeczki maku
1/2 łyżeczki cynamonu
50 g płatków migdałowych
200 g marcepana

1 małe jajko lekko ubite

wierzch
 50 g rozpuszczonego masła
cukier puder

Rozpocząć przygotowania do zrobienia ciasta 1 dzień wcześniej.

 Do miseczki włożyć rodzynki i skórkę pomarańczową i zalać całość rumem, wanilią i sokiem z pomarańczy. Dodać skórkę otartą z pomarańczy i wymieszać. Miseczkę przykryć folią spożywczą i odstawić na noc w temperaturze pokojowej.

 Na drugi dzień.
Masło rozpuścić w rondelku i odstawić do wystudzenia do temperatury pokojowej.
W miseczce wymieszać drożdże z letnim mlekiem i odstawić na 5 minut.
W dużej misce wymieszać mąkę, sól i cukier. Dodać rozpuszczone drożdże, masło i wyrabiać ciasto (końcówki haki) przez 5-7 minut. Na początku na wolnych obrotach, a następnie na szybkich. Wyrobione ciasto powinno odklejać się od miski. 
Miskę przykryć ściereczką i odstawić ciasto do wyrastania na około 1 godzinę. Powinno podwoić swoją objętość. 

Wyjąć ziarenka kardamonu z łupinek i utrzeć je w moździerzu na proszek.
Przesypać go do miseczki, dodać cynamon, mak i płatki migdałowe. 

Na podsypany mąką blat wyjąć ciasto i chwilę je wyrabiać dłońmi. Dodać mieszankę przypraw z płatkami migdałów i wyrabiać całość 1 minutę. Dodać odsączone z większości płynu namoczone rodzynki i skórkę pomarańczową i wyrabiać ciasto dłońmi do połączenia bakalii z ciastem. Wymaga do chwili czasu i dość intensywnego wygniatania ciasta. W razie konieczności podsypać delikatnie blat mąką.

Ciasto rozpłaszczyć na prostokąt o wymiarach 22 cm na 16 cm. Marcepan uformować w wałek o długości 22 cm i położyć go na środku ciasta. Zawinąć całość, żeby marcepan znalazł się w środku. Końcówki ciasta posmarować jajkiem, żeby łatwiej skleiły się. Przełożyć je na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Przykryć je ściereczką  i odstawić do wyrastania na około 1 godzinę. Powinno prawie podwoić swoją objętość. 

Wyrośnięte ciasto wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C.
Piec 35 - 40 minut do zrumienienia wierzchu. 

Ciasto wyjąć z piekarnika i gorące posmarować stopionych masłem.

Pozostawić je na kratce do całkowitego wystudzenia.

Posypać je obficie cukrem pudrem.
Ciasto zawinąć w papier do pieczenia lub folię spożywczą i przełożyć do puszki.

Ciasto można również zamrozić. 

* najlepiej (najsmaczniej) jest użyć domowej skórki pomarańczowej. Jak ją łatwo zrobić znajdziecie pod TYM linkiem.




 Przepis Nigel Slater z książki "The Christmas chronicles"

wtorek, 28 listopada 2017

Boeuf bourguignon. Klasyk z francuskiej kuchni na chłodne dni.


Kiedy na dworze jest zimno, a zmrok zapada szybko, z przyjemnością wracam do klasycznych, francuskich mięsnych dań. Lubię je przygotowywać, a najbardziej lubię ten czas, kiedy żeliwny garnek siedzi w piekarniku albo na kuchence, a zapachy rozchodzą się po domu. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie domowe zapachy są bardzo ważne. To trochę jak czas oczekiwania przed podróżą. Świadomość, że coś przyjemnego już niedługo nastąpi, jest równie przyjemna jak  chwila, kiedy to już się stanie. 

Kiedy robiłam ten boeuf bourguignon, w domu pachniało tak niesamowicie, że stwierdziłam, że warto to danie zrobić dla samego zapachu ;-) A tak poważnie, boeuf bourguignon z dzisiejszego przepisu, to chyba jedno z najlepszych boeuf bourguignon jakie zrobiłam. Można je przyrządzić wcześniej i podgrzać tuż przed podaniem. Podgrzewanie dobrze mu zresztą robi - zupełnie jak bigosowi ;-)
Nie jest to danie pracochłonne, ale wymaga czasu. Najtrudniejsze jest w nim obieranie małych cebulek, a reszta to już sama przyjemność.

W boeuf bourguignon ważna jest jakość mięsa (ja kupuję mieso, a w tym przypadku wołowinę do duszenia u zaufanego sprzedawcy - budka 114 pod halą Mirowską ;-)) i francuskie wino. Nie wiem dokładnie na czym to polega, ale nigdy dobre boeuf burgignon nie wychodzi mi z włoskim, hiszpańskim, czy innym winem. Najczęściej używam win z Burgundii (Pinot Noir) lub z regionu Bordeaux (Merlot, Cabernet sauvignon). 

W tym przepisie, w porównaniu z innymi, wino do marynaty trzeba wcześniej zagotować, żeby odparował alkohol. Nie wiem, czy to jest tajemnica tego przepisu, ale danie wychodzi doskonałe. 




























Boeuf bourguignon

1 litr francuskiego, czerwonego wytrawnego wina (na przykład ze szczepu Pinot Noir)
1700 g wołowiny do duszenia
150 g marchwi
2 duże cebule
100 ml oleju
1 bouquet garni*
sól 
świeżo zmielony pieprz

150 g małych cebulek (mogą być szalotki)
1 łyżka masła
4 łyżeczki cukru
2 kostki gorzkiej czekolady
150 g pokrojonego w kostkę wędzonego boczku

Wlać wino do rondla, doprowadzić je do zagotowania, zmniejszyć moc palnika i gotować wino przez 7-10 minut.
Przelać je do miski i wystudzić. 
Pokroić mięso w 4 cm kawałki, obraną marchew w 1 cm plastry, a cebulę w pół centymetrowe półksiężyce.
Wszystko włożyć do miski z winem. Wino powinno przykrywać mięso i warzywa.
Wstawić miskę do lodówki na całą noc. 

Na drugi dzień odcedzić mięso z wina i odstawić je na pół godziny, żeby się ogrzało do temperatury pokojowej. Mięso obsmażyć partiami na oleju (robię to w żeliwnym garnku, w którym później gotuję danie). Nie należy smażyć całego mięsa na jeden raz, bo będzie się gotować, a nie zrumieni się. 
Do zrumienionego mięsa dodać marchew i cebulę i smażyć całość jeszcze 3-4 minuty.
Dolać wino z marynaty, dodać bouquet garni (3 duże gałązki natki, 2-3 gałązki tymianku i 2 liście laurowe) i doprowadzić całość do zagotowania. Zdjąć z wierzchu szumowiny, doprawić całość solą i pieprzem, zmniejszyć ogień na minimum, przykryć rondel pokrywką i gotować całość przez około 3 godziny. 
Jeżeli za dużo wina odparuje w tym czasie, można dolać trochę wody. Po 2 godzinach duszenia, dodać do dania boczek i wymieszać.

Cebulki obrać i obciąć im korzonki. Przełożyć je na patelnię, dodać masło i cukier i zalać całość wodą, żeby lekko przykryła cebulki.
Gotować, aż woda odparuje, a cebulki staną się na wierzchu lekko skarmelizowane.

Cebulę i marchew, które dusiły się z mięsem, można odcedzić i zmiksować i w takiej formie dodać do sosu. Ja zostawiam warzywa w kawałkach. Do sosu dodać posiekaną czekoladę i całość wymieszać.

Na wierzchu dania ułożyć skarmelizowane cebulki. 

Podawać z ziemniakami purée lub z bagietką i z... kieliszkiem wina.


  *bouquet garni - związany bawełnianą nitką lub schowany w bawełnianym woreczku bukiet z ziół: natki pietruszki (wraz z łodyżkami), liści laurowych i tymianku.







Przepis Cécile Riotte - Jeanne, szefowej kuchni w restauracji Vaudésir w Avallon

wtorek, 14 listopada 2017

Na śniadanie, na kolację... bułki weneckie



Praktycznie w każdej weneckiej piekarni można kupić zawijane bułeczki rosette. Lubię je, bo mają wilgotny miąższ i chrupiącą skórkę... i ładnie wyglądają ;-)
 W tym roku po pobycie tam, postanowiłam upiec je sama w domu. Przyznaję, że byłam mocno zaskoczona, że mają w swoim składzie smalec. Nie wiem, jak  podeszłabym do tego przepisu, gdybym ich wcześniej nie jadła. Ale jadłam, wręcz zajadałam się nimi, więc je upiekłam i jestem z tego bardzo zadowolona.

Bułeczki potrzebują wcześniejszego przygotowania bigi,która musi postać w temperaturze pokojowej od 6 do 24 godzin. Musicie uwzględnić to w swoich planach, jeżeli planujecie je upiec któregoś dnia na śniadanie.

 A biga, to nic trudnego. To wymieszana mąka z wodą i małą ilością drożdży, która potrzebuje kilka godzin na przefermentowanie.

Z przepisu otrzymamy 12-14 bułeczek, które bardzo dobrze się mrożą.


















Bułki weneckie
Rosette Veneziane

biga
1/4 łyżeczki suszonych drożdży
60 ml ciepłej wody
200 ml wody
330 g mąki pszennej typu 550

1 łyżeczka (3 g) suszonych drożdży lub 6 g świeżych
2 łyżki (30 ml) ciepłej wody
50 g smalcu (w temperaturze pokojowej)*
55 g oliwy z oliwek
45 g cukru
500 g bigi z przepisu powyżej
300 g mąki pszennej typu 550
5 g soli

1-2 białka do posmarowania bułeczek

Z przepisu otrzymamy 12-14 bułeczek


Przygotować bigę.
Wymieszać w średniej wielkości misce drożdże z 60 ml wody. Odstawić na 10 minut. Dodać 200 ml wody, wymieszać, dosypać mąkę i mieszać całość drewnianą łyżką przez 3-4 minuty lub mikserem (końcówki haki) na wolnych obrotach przez 2 minuty. 
Miskę przykryć folią spożywczą i odstawić w temperaturze pokojowej na 6-24 godziny. 

Wymieszać w misce wodę z drożdżami. Odstawić na 10 minut. Dodać miękki smalec, oliwę, cukier i 500 g bigi. Wszystko zmiksować do połączenia. Dodać mąkę i sól i wyrabiać  mikserem (końcówki haki) na wolnych obrotach przez 4 minuty. 
Miskę przykryć folią spożywczą i odstawić do wyrastania w temperaturze pokojowej na 2 godziny.

Ciasto przełożyć na lekko podsypany mąką blat i przez chwilę wyrabiać dłońmi. Podzielić je na 12 -14 części. Z każdej części utoczyć wałeczek o grubości 1 cm. Z wałeczka uformować coś w rodzaju supła zostawiajć otwór po środku. Jeden wolny koniec  przewlec przez ten otwór od góry, a drugi od dołu.
Jak to zrobić możecie obejrzeć TUTAJ
Uformowane bułeczki ułożyć na dwóch dużych blachach wyłożonych papierem do pieczenia, zachowując odstępy.
 Przykryć bułeczki ściereczką i odstawić je do wyrastania na 1-1 1/2 godziny. Bułeczki powinny podwoić swoją objętość.

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C.
Bułeczki posmarować delikatnie lekko roztrzepanym białkiem i piec na złoto przez około 20 minut. 
Studzić na kratce.

Wystudzone bułeczki można zamrozić.

*smalec należy wyjąć z lodówki 2-3 godziny wcześniej i trzymać w ciepłym miejscu. Smalec powinien być bardzo miękki. Można go wyjąć jeszcze wcześniej.




Przepis Carol Field z książki "The Italian baker".

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails